Radiofoniczne Centrum Nadawcze w Konstantynowie

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Start Katastrofa masztu

Katastrofa masztu

Drukuj PDF

W dniu 8 sierpnia 1991 roku wskutek awarii technicznej runął 646-metrowy maszt antenowy Polskiego Radia w Konstantynowie. A to było tak:

zawalenie się masztu, czyli nie
przypadek bo widać ekspolzję
- czego?

Kierownik Radiofonicznego Centrum Nadawczego w Konstantynowie, inż. Zygmunt Grzelak, w nocy z 8 na 9 sierpnia 1991 roku zapisał w dzienniku radiostacji:
"W dniu 8 sierpnia 1991 r. o godzinie 19:10 najcudowniejszy twór polskiej myśli technicznej, wzniesiony rękoma polskich specjalistów, przestał istnieć. Powaliła go głupota ludzka, brak odpowiedzialności i szacunku do rzeczy wielkich, nie tylko wymiarami, brak wyobraźni i przewidywania następstw jakie pociąga za sobą bezmyślność.

Runął maszt-antena o wysokości 646 metrów, który wrósł w krajobraz tej mazowieckiej ziemi, wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa, jako najwyższa budowla inżynierska świata. Przetrwał 17 lat spełniając swe zadanie dla wszystkich polskich serc w całym kraju i daleko poza jego granicami. Złośliwy dziennikarz napisał: padł rekord Guinessa na ziemię. A ja dodaję, że pomogła mu w tym interwencja ludzi."

Rzeczywistą przyczyną katastrofy była niefrasobliwość i niekompetencja ludzi. Katastrofa nastąpiła 8 sierpnia 1991 r. około godziny 19.10, czyli, na szczęście, w godzinach wieczornych, gdy na miejscu nie było już ekipy remontowej. Stało się to w trakcie wymiany liny odciągowej piątego, najwyższego poziomu, gdy na jej miejscu były zaczepione dwie liny zastępcze, technologiczne (Lina główna zwisała wzdłuż trzonu masztu.).

Według prowadzącego dochodzenie prokuratora, powodem katastrofy masztu gąbińskiego było kilka błędów popełnionych w trakcie prac remontowych. Do remontu masztu powołano na stanowisko kierownika człowieka bez uprawnień budowlanych. Formalnie nie miał on prawa prowadzić tego typu budów. Ten człowiek nawet nie prowadził dziennika budowy, w związku z tym, po katastrofie, trudno było odtworzyć fakty. Formalnie sprawa zakończyła się dwoma wyrokami skazującymi w zawieszeniu, ale dla wielu ludzi związanych z radiodyfuzją to zakończenie nie jest jednoznaczne.

W chwili zawalenia się maszt był w fatalnym stanie technicznym i katastrofa była nieunikniona. Od 1974 roku, tj. od chwili oddania do użytku tej unikatowej w skali światowej konstrukcji inżynierskiej, do 1988 r. (a wiec przez 14 lat) nie była ona poddawana zabiegom konserwacyjnym i niezbędnym remontom. Nie uwzględniono faktu, że maszt o takiej wysokości jest narażony na nieznane dotychczas przeciążenia, jak też szybsze - od zakładanego - starzenie się. Wznosząc tę konstrukcję, nie przejmowano się zbytnio problemami związanymi z bieżącą konserwacją ani też przeprowadzeniem generalnego remontu.

Dzisiaj, z perspektywy czasu, można powiedzieć, ze gąbiński kolos przerósł wyobraźnię ówczesnych właścicieli i eksploatatorów. Pierwszy "Raport o stanie technicznym konstrukcyjnych obiektów wysokościowych" został opracowany w grudniu 1982 roku przez mgr Zbigniewa Zarembskiego. Cytuję fragment dokumentu:

Nie sprecyzowane były zasady okresowych, kompleksowych przeglądów technicznych, odpowiedzialności za całokształt planowania remontów i konserwacji obiektów; sprowadzały się one w zasadzie do zabezpieczeń antykorozyjnych oraz pomiarów pionowości masztów. Nawet w tak ograniczonym zakresie, na skutek braku farb, możliwości przerobowych oraz wyposażenia w specjalistyczny sprzęt techniczny, prace te nie były wykonywane zgodnie z potrzebami.

Prototypowe warunki pracy masztu o dotychczas niespotykanej wysokości, emitującego sygnały wysokiej częstotliwości z nadajnika radiofonicznego o mocy 2 MW powodują, że mamy do czynienia z dodatkowymi, nowymi problemami technicznymi, nie spotykanymi przy eksploatacji innych obiektów. "Raport o stanie technicznym wysokościowych konstrukcji - masztów, wież eksploatowanych przez Okręgowe Urzędy Radiokomunikacji" został sporządzony w czerwcu 1988 roku. Po nawiązaniu współpracy z Klubem Tatrzańskim przy ZSP w Krakowie sporządzono wówczas dokumentację fotograficzną miejsc uszkodzeń lin, izolatorów, oporników upływowych i ich konstrukcji mocującej. W omówieniu dokumentacji fotograficznej stanu technicznego masztu wskazano na następujące uszkodzenia :

  • konstrukcja trzonu masztu została przy montażu pokryta galwanicznie cynkiem i zabezpieczona farba. Podczas kontroli , zwłaszcza w części wysokościowej, stwierdzono brak pokrycia antykorozyjnego łącznie z ubytkami farby.
  • uszkodzenie większości oporników upływowych wraz z konstrukcjami mocującymi odciągi .
  • uszkodzenie 7 szt. izolatorów
  • uszkodzenie lin odciągowe najwyższego poziomu na wszystkich kierunkach , w 13 miejscach bardzo poważnie poprzerywania się drutów w linach przy wyjściu z kielichów.
  • udokumentowano przypadki zerwania się pojedynczych drutów więcej niż jednej zewnętrznej warstwy w linie tj. więcej niż 42 szt. na ogólna liczba 127 szt.

W sierpniu 1988 roku w trakcie przeprowadzania planowanej konserwacji lin odciągowych ujawniono kolejne dwa przypadki pęknięcia lin odciągowych najwyższego poziomu odciągów. Uszkodzenia prowizorycznie zostały zabezpieczone. Natomiast w maju 1989 roku podczas kontroli wykonanych prac konserwacyjnych po odwinięciu drucianych owijek z lin ujawniono dalszych 13 przypadków przerwania się lin najwyższego poziomu odciągów. Próby ulokowania zamówienia na wykonanie nowych lin spotkały się z odmową ze strony wykonawcy ze względu na trudności technologiczne ówczesnej produkcji tego typu lin stalowych w kraju.

W raporcie z 1988 r. zasadniczymi przyczynami niepodejmowania tych prac był brak:

  • jednolitych norm i wymagań technicznych, - diagnostycznego sprzętu i przyrządów pozwalających na obiektywną ocenę stanu technicznego lin stalowych, ich zakotwiczeń oraz powłok antykorozyjnych,
  • sprzętu technicznego pozwalającego na bezpieczne poruszanie się pracownika wzdłuż lin odciągowych wraz z aparaturą pomiarowo-kontrolną,
  • wyspecjalizowanej kadry pracowniczej posiadającej kwalifikacje zawodowe i uprawnienia techniczne do pracy na wysokości.

Ówczesny dyrektor naczelny Mostostalu Zabrze, Adam Brzeziński, powiedział w wywiadzie dla "Dziennika Zachodniego" z 23 marca 1992 r. "Główny błąd popełniono przed przystąpieniem do robót. Mostostal powinien był wówczas sporządzić raport o stanie technicznym obiektu, określający stopień ryzyka, jakie niesie za sobą remont nadwyrężonego masztu. Wyjaśniłoby to dzisiaj sytuację prawną firmy, tym bardziej, że jako jedyna w kraju zgodziła się przeprowadzić tak trudną operację· Specyfiką tak wysokich konstrukcji jest istnienie odciągów, które decydują o stabilności ustroju. Zerwanie lub zwiśnięcie jednego z odciągów prowadzi do katastrofy, szczególnie wtedy, kiedy długości wyboczeniowe konstrukcji są stosunkowo duże."

Reasumując: wydaje się, że katastrofa była nieunikniona.