Inż Witold Czowgan - wokół masztu


 

Rozdziały: | Kilka słów o mnie | Na radiostacji | Wokół masztu | Katastrofa masztu | Racjonalizacja | 23 rocznica | Mój finał | Ostatnie pożegnanie |

 

 

Dzień pracy zaczynałem od założenia ubrania roboczego i zaszywałem się w obiektowym laboratorium. Tam czekał na mnie oscyloskop "Tektronix" z pamięcią, miernik impedancji Hewlett Packard, lutownica Weller i pięknie wyposażona walizka z narzędziami /które stopniowo z niej znikały/. W dni konserwcyjne wszyscy wiedzieli, że p.Czowgan na pewno jest w nadajniku albo prostowniku.

Tylko raz jeden tam mnie nie było. Byłem 646 m wyżej, na maszcie. Na dole panował upał, a "w niebie" wiało solidnie. Wcześniej operator dźwigu uprzedził mnie, że w koszulce z krótkim rękawem to mogę jechać, ale nad jezioro, do Łącka. Tak, pogoda niebiańska różni się od ziemskiej.

 

 

 

 

 

>> powrót